czwartek, 24 lipca 2014

kwiaty cukinii i tarta z kozim serem

cukinia z pola. okrągła, kanciasta, żółta, zielona, każda pyszna. i jeszcze kilka kwiatów nazrywanych o poranku. wszystko zapieczone na kruchym cieście. wytrawne tarty (i tarty w ogóle) nigdy nie wcześniej nie pojawiały się tak często w moim piekarniku, ale odkąd odkryłam jakie to proste, smaczne i efektowne - ekspansja tart trwa!
przepis na tartę z cukinią i kozim serem do czytania i próbowania jest tu: Hello Zdrowie.

wtorek, 22 lipca 2014

błogość, porzeczki, piknik i Poświatowska


takie lato lubię. czytam o Poświatowskiej w podmiejskim pociągu, w samochodzie w drodze do domu, czytam przed snem zmęczona padając na kwiecista poduchę. a wcześniej jeszcze piekę ciasto. po brzegi wypełnione latem, tęsknotą i miłością (bo ta czerwień taka krwista). kwaśne to ciasto jak diabli (zanim spadnie na nie garstka cukru pudru), ale przez to takie pyszne. z kulką śmietankowych lodów mogłabym jadać codziennie na śniadanie prawie bez wyrzutów sumienia. mogłabym też codziennie zabierać je na pikniki przy plaży, z ludźmi, którzy się dużo uśmiechają.
tarta z kwaśnymi porzeczkami

2 kubki mąki
200g (kostka masła)
1/3 szkl. mleka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
łyżka cukru pudru

2 kubki czerwonych porzeczek (lub innych sezonowych owoców)
cukier brązowy
łyżka/dwie mąki ziemniaczanej
2 łyżki płatków migdałów

zaczynam od przygotowania ciasta: mąkę mieszam z cukrem pudrem i proszkiem do pieczenia, dodaję zimne pokrojone w kostkę masło i zimne mleko, zagniatam szybko na gładkie ciasto. gotowe owijam folią i chłodzę w zamrażarce (10 min) lub w lodówce (30 min). po tym czasie 3/4 ciasta rozwałkowuje i przekładam na blaszkę albo po prostu wylepiam nim foremkę i piekę około 15 minut aż będzie rumiane. w międzyczasie umyte porzeczki (lub inne owoce) zasypuję cukrem (porzeczki potrzebują go więcej żeby ciasto nie było strasznie kwaśne) i dodaję mąkę, która wchłonie sok. podpieczone ciasto posypuję bułką tartą (taki myk, żeby pod wpływem soku z owoców nie zrobił się zakalec) i wykładam owoce, posypuję płatkami migdałów i tarkuję na wierzch resztkę ciasta (można też zrobić kratkę). piekę 35 minut w 180 stopniach. gotowe, jeszcze ciepłe posypuję cukrem pudrem.

sobota, 19 lipca 2014

najlepsza pizza w mieście!

z salami, mascarpone i świeżą rukolą. z mozzarella i pomidorkami. i kawa - mistrzostwo świata. lubię to miejsce nieprzyzwoicie mocno.
o Mące i Kawie napisałam na stronie kukbuk.

środa, 16 lipca 2014

burgery jaglano marchewkowe

teraz niemal każdy lokal musi mieć w swoim menu burgera, taka moda. nie wiem czy każdy bloger też musi mieć, ale jaglane burgery w wersji piknikowej, składane naprędce na trawie w środku miasta, są pyszne. słodka marchewka, słona feta, pietruszka, obowiązkowa sałata i świeży ogórek. i ostry sos żeby było bardziej wyraziście.
kotlety marchwiowo jaglane
do burgerów, ale nie tylko

4 marchewki
3/4 szkl. kaszy jaglanej (suchej)
natka pietruszki
1 jajko
1 mała cebula lub pół dużej
1 ząbek czosnku
garstka ziaren słonecznika (opcjonalnie)
olej do smażenia
przyprawy: ostra papryczka, suszone pomidorki, sól, pieprz

kaszę jaglaną przelewam zimną wodą (żeby pozbyć się tej specyficznej goryczki) i gotuję w niepełnych 2 szklankach wody (wrzucam ją do wrzątku). kasza powinna po około 10 - 15 minutach wchłonąć cała wodę i być już miękka. w międzyczasie marchewkę ścieram na tarce (pół na pół na drobnych i grubych oczkach), dodaję posiekaną cebulę i wyciśnięty czosnek, jajko, natkę pietruszki, przyprawy (powinno być dużo ostrego, bo sama kasza i marchewka są dosyć mdłe) i opcjonalnie ziarna słonecznika, jeśli lubimy by nam chrupało. całość mieszam z ciepłą kaszą, jeśli ciasto nie jest wystarczająco gęste dosypuję płatki owsiane. formuję kotlety (do burgerów powinny mieć wielkość bułki, ale do zjadania osobno mogą być zdecydowanie mniejsze), spłaszczam lekko i smażę na rozgrzanej patelni z obu stron aż lekko się zrumienią.

aby złożyć burgera potrzebne są:
2 jaglano marchewkowe kotlety
2 bułki
kawałek fety
pół awokado
warzywa: sałata, natka pietruszki, ogórek
i sos - może być na bazie jogurtu i czosnku, może być musztardowy
piknikowa skrzynka z morską kieszonką to ulubiony Drewnolot. piki do burgerów i kolorowe słomki zapewniają Cudowianki, a deska gruszka to Fandoo. czyli same ładne rzeczy!

poniedziałek, 14 lipca 2014

poniedziałek w błękicie

poniedziałek jak poniedziałek, pracy za dużo, ludzie wokół rozdrażnieni, bo przecież weekend skończył się za szybko, poranek ciepły, ale pochmurny. i ona - królowa granola, gęsty jogurt i owocowy mus. i jak wisienka na torcie - ona - słodka truskawka. pierwszy raz jadłam granolę na mieście, nadmorską, bo gdyńską, w błękitach i słońcu. pyszne było, wrócę.

wtorek, 8 lipca 2014

ugotujmy sobie.. sernik z truskawkami

truskawki już coraz marniejsze. ostatnie sztuki przyniesione z ulubionego zieleniaka po drugiej stronie ulicy.. chociaż nie wszystkie słodkie i ładne, to cieszą i uciszają na chwile obawy, że "znów przyjdzie mi czekać na nie cały długi rok". i choć te ostatki bardziej nadają się do dżemu niż ciasta, to trudno odmówić sobie przyjemności przygotowania i zjedzenia go. a jeśli z listy ulubionych usunąć pieczony sernik Mamy z brzoskwiniami i kruszonka - to ten jest najlepszym sernikiem na zimno na świecie. nie chcę wiedzieć ile ma kalorii i czy przypadkiem nie za dużo, ale smakuje jak słodkie kremowe mascarpone, z kwaskowatymi truskawkami, nie ma lepszego.
gotowany sernik na zimno
z truskawkami

1 paczka biszkoptów
1/2 szklanki suszonych śliwek
2 galaretki truskawkowe

1,5 l mleka 3,2%
1 opakowanie cukru waniliowego
1/2 l gęstej śmietany 18%
5 dużych jaj
30 dag masła
3/4 szklanki cukru pudru

owoce (truskawki lub inne dowolne) do wyłożenia na wierzch

dno tortownicy o średnicy 24 cm wyłożyć krążkiem z papieru do pieczenia , ułożyć biszkopty. śliwki sparzyć wrzątkiem i odsączyć. galaretki rozpuścić w 2 szklankach wody, odstawić do wystudzenia i zgęstnienia. zagotować mleko razem z cukrem waniliowym, wlać śmietanę roztrzepaną mikserem z jajami i zmniejszyć ogień do minimum. na bardzo małym ogniu warzyć serek, nie mieszać i nie gotować. po około 15 minutach wyłączyć gaz i ostudzić masę. po ostudzeniu odsączyć na gęstym sicie. w międzyczasie utrzeć masło z cukrem pudrem na puszysty krem, dodawać po jednej łyżce odsączoną masę serową, ciągle miksując. wymieszać ze śliwkami, masę wylać na biszkopty i wstawić do lodówki do zastygnięcia. dobrze schłodzić (około pół godziny). na masie serowej ułożyć pokrojone owoce i zalać tężejącą galaretką. /oryginalna receptura: kwestia smaku
sernik ze zdjęć przygotowała moja siostra.

środa, 2 lipca 2014

czupryna ananasa i koktajl słodki jak zawsze

tak mi to lato zakręciło w głowie. te zwyczajne codzienne gadki o truskawkach, morelach, czereśniach, jagodach i innych dobrociach jakoś wcale mnie nie nudzą. bo każda część dnia mogłaby być owocowa. napakowany witaminami smoothie, pierogi z truskawkami, kruche ciasto pełne kwaśnych porzeczek i agrestu, codzienne musli albo owsianka z garstką owoców.
ananasy teraz jakieś słodsze, z morelami zmiksowane, pyszne. albo z mango, uwielbiam mango najbardziej w świecie. taka pora roku, że chciałoby się nosić przy sobie jak kolorowy balonik wypełniony helem fruwający wesoło nad głową. a że się nie da - to się nacieszam.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

burak i feta, tarta w mig


drugie śniadanie na trawie? w środku miasta? w środku tygodnia? proszę bardzo. z zielonym groszkiem i najlepszą słodko - słoną tartą z buraczków i fety. odrobina ziół, wiosenna (w sumie już letnia) trawa i Gdańsk jaki lubię. nawet jeśli z humorzastym słońcem i zbyt małą (jak na czerwcowy dzień) ilością kresek w termometrze. dobre było i nawet deszcz nie spadł.
tarta z burakami, miodem i fetą

opakowanie ciasta francuskiego
2 buraki (w sezonie podmienione na pęczek botwinki z burakami)
1 łyżka miodu
1 łyżka oliwy
1 ząbek czosnku
1/2 opakowania fety
rozmaryn (lub świeże zioła - najlepiej tymianek)

buraki (jeśli są w miarę duże) kroję na 4 części, smaruję lekko oliwą, posypuję rozmarynem/tymiankiem, owijam w folię aluminiową i podpiekam około 15 - 20 minut. po tym czasie obieram ze skórki, kroję na plasterki, polewam miodem i lekko oliwą i piekę jeszcze kilka minut w ceramicznej foremce. (jeśli zamiast buraków używa się botwiny - trzeba ją drobno posiekać i przełożyć do żaroodpornej formy, polać oliwą i miodem, wymieszać i wstawić do piekarnika na 10 minut). ciastem francuskim wykładam blaszkę tak aby wystawały lekko brzegi, które później zagnę, nakłuwam widelcem spód i układam buraki, posypuję pokruszoną fetą, wyciśniętym ząbkiem czosnku i ziołami i piekę około 15 minut. można jeść na ciepło, ale na zimno smakuje chyba jeszcze bardziej. /oryginalna receptura na tartę z botwinką jest autorstwa Liski z White Plate
słodkie miodowe buraki i słona feta naprawdę dają radę!

czwartek, 12 czerwca 2014

mam lato

jest takie jak być powinno. ze słońcem, nadmiarem słodkich owoców, dwutygodniowym najprawdziwszym urlopem od pracy, niedoczytanymi książkami, z kubkami i gałkami zimnych lodów.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

dziewczyna z makiem. albo z truskawkami.

czerwień na dziewiąty dzień czerwca. słodka, intensywna, jak szczęście, które chce się kilogramami upychać do kieszeni przyciasnych granatowych jeansów. truskawki i mak, soczyście zielona trawa i słońce co rumieni poliki i maluje piegowate kropki na nosie. co roku (2013, 2012, 2011, 2010) powtarzam, że lubię tą wiosenno letnią połowę roku. czasem bywa trudna i przytłaczająca, innym razem napakowana uśmiechem i beztroską. tym razem trochę niepewna, zmartwiona i senna, z niedoborem żelaza i bezinteresownego dobra. ale jest, wyczekany dziewiąty, który dla mnie zawsze coś znaczy, choć nigdy nie był powodem do podsumowań i wyliczeń. zamiast tego wybieram podwójną porcję lodów pistacjowych w najlepszej lodziarni w mieście, dzisiaj mogę!
fajnie jest mieć blog. i tak sobie paplać o truskawkach, robić zdjęcia w słońcu, zrywać fotogeniczne skąpane w czerwieni maki i tak gadać i gadać. nawet jeśli to bez sensu, to moje. tu tu i tu. moje. ulubione.
w kwestii truskawek najbardziej lubię ograniczać się do tych zjadanych z prosto krzaka (jeśli tylko jestem na wsi), bez mycia i innych ceregieli. albo do kubeczka rozgniecionych z łyżeczką cukru i gęstego naturalnego jogurtu. i wtedy.. I'm in heaven.
był sernik i nie ma. mistrzowski, na zimno, z własnoręcznie przygotowanego przez siostrę twarogu, ze słodkimi truskawkami. cała blacha znika w 1 dzień, nie ma najmniejszych szans by było inaczej. obiecuję przepis.

wtorek, 3 czerwca 2014

szparagi odczarowane

jest jeszcze ostatni moment na szparagi, widziałam dziś w zieleniaku, więc nie kłamię! zielone i białe badyle, którymi wszyscy wokół zdawali się zachwycać w tym krótkim sezonie urzekły i mnie. i to razy pięć. bo tyle dań przygotowałam w jedno popołudnie w akademii kulinarnej. z łososiem na maśle - przepyszne. z tagliatelle i sosem z dodatkiem pasty truflowej.. w sałatce z pieczonym burakiem i rukola.. zapieczone w cieniutkiej szynce, umoczone w żółtku jajka. gdyby kubki smakowe potrafiły podskakiwać ze szczęścia to w tych kilku szparagowych momentach tak pewnie by było.

jest prosto.

szparagi zapiekane w szynce
i maczane w jajku

pęczek szparagów
szynka
jajko
pęczek szparagów pozbawia się zdrewniałych końcówek i gotuje się w osolonej wodzie aż lekko zmiękną. owija się je w cieniutka szynkę i układa na blaszce. zapiekanie to kwestia kilku minut, szczególnie, że szparagi wcześniej zmiękły. ugotowanie jajka tak by było idealnie płynne w środku i ładnie oddzieliło się od białka bez rozlania to już większa trudność, ale są tacy, którym udaje się za pierwszym razem (: układamy na talerzu, maczamy, zjadamy.

/za odczarowanie dziękuję Kamilowi z Fumenti

poniedziałek, 2 czerwca 2014

truskawki, groszek, czerwiec

maj był jak klaśnięcie w dłonie, minął szybko, przytłoczył smutnymi wydarzeniami, potrzebował potrójnej porcji śmietankowych lodów i dobrych słów. i nie ma. jest za to szósty w rocznej kolejności - mój ulubiony czerwiec. urodzinowy, słodko oblepiający palce sokiem z truskawek, ten z wytęsknionymi piegami na nosie. z chrupiącym zielonym groszkiem, młodymi ziemniakami z kefirem i fasolką szparagową. może nawet blogowanie zacznie przytłaczać jakoś mniej - bo ostatnio cały ten świat zaczął się kręcić w jakaś dziwna stronę i trzeba było na chwilę wysiąść.

wtorek, 13 maja 2014