co roku, mniej więcej w 1/3 miesiąca zastanawiam się za co tak lubię czerwiec. rok temu (tu) o tej porze szukałam snów pod poduszką w gdańskim pokoju, a dziś puszczam bańki mydlane na sopockim balkonie. czerwiec jest fajny, bo urodzinowy. z pudełkiem słodkich słów i czekoladek zostawionych na łóżku. to małe podróże, kanapki z dżemem z rabarbaru, kolejne rozdziały magisterki, lody bazyliowe w zamrażarce, starówka nocą i gdy zaczyna świtać, powroty zaspaną skmką. szósty miesiąc do lubienia.
dżem rabarbarowy
3kg łodyg rabarbaru
około 1/2 kg cukru
1/2 szkl. wody
rabarbar obrać ze skórki, umyć i pokroić w niewielkie kawałki. wraz z wodą wrzucić do garnka o grubym dnie, gotować kilka minut aż lekko zmięknie. następnie dodać cukier (jego ilość najlepiej dostosować do swoich kubków smakowych, czyli nie przesadzić, ale też nie dodać zbyt mało, bo będzie kwaśno). gotować aż cała woda wyparuje, a dżem zrobi się gęsty. gorący przekładać do słoików. jest pyszny na kanapce, pancakes czy plastrach twarogu.