Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie całkiem na temat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie całkiem na temat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2016

liczę do 7, czyli słówko o blogowych urodzinach

muszę to przyznać szczerze: w ostatnim roku chyba pobiłam rekord blogowego nicnierobienia. ale metodą małych kroków (tutaj tekst: co robić, gdy blogowanie zaczyna uwierać) staram się znów znaleźć radość w pieczeniu koślawych ciastek, lepieniu pierogów i gotowaniu zupy. powoli. powolutku. otwieram kolejny słoik kompotu z czereśni, piję najkwaśniejszy na świecie sok z cytryn i miodu, wyjadam z pudełka resztki zimowych orzechów nałuskanych przez Tatę, zjadam kolejny kawałek sernika.. no i wciąż mam w głowie dobre rzeczy, które mnie spotkały dzięki temu małemu kawałkowi wirtualnego morza. morza receptur, obrazków i pogubionych słów. i chcę gubić te moje. ósmy rok z rzędu!
3 i 5 urodziny w słowach.
dziękuję.
A.

czwartek, 31 grudnia 2015

niedźwiedzie w ostatni dzień roku

od czasu do czasu każdemu zdarzy się jakiś sentymentalny gniot. można się wzbraniać, odsuwać od siebie każdą uporczywą myśl o podsumowaniach, planach, wyzwaniach... a w końcu i tak przychodzi ten ostatni dzień w roku, gdy nie da się choćby przez minutę nie pomyśleć o tym co było w ciągu ostatnich 365 dni. wzbraniałam się, odsuwałam każdą tą myśl, ale w końcu i tak stworzyłam swój własny bilans: to był jednej z najtrudniejszych i najpiękniejszych roków. na jeden kubek łez bezsilności przypadło siedem kubków łez szczęścia. i nie ma nic piękniejszego niż dobrzy ludzie obok, zupełnie nic.
chciałabym aby poranna kawa smakowała równie dobrze, a okruszki cukru topiły jak każda smutna myśl.

czwartek, 26 listopada 2015

chwila moment jesienią

nawet jesienią nie muszę tęsknić do szklanek pełnych kwaśnej lemoniady i słodkiego soku z pomarańczy. i do utopionych w drożdżówce z kruszonką słodkich truskawek. jesienią częściej niż latem zajmuję miejsce przy oknie, gdzie udaje mi się skraść na zdjęciach resztki dziennego światła. i to są takie dni, gdy nawet mimo chmur, szarości i upierdliwego bólu głowy mogę sobie pomyśleć, że w sumie to jestem szczęściarą. i w sumie to to jest dobry poniedziałek, czwartek albo piątek. mniej znaczy więcej.
w gdyńskiej Chwili moment nie dość, że jest dużo dobrego - to jeszcze jest pięknie. świeże drożdżówki zawsze kuszą na blacie, a pieczywo własnego wypieku można zabrać do domu na wynos. no i moja ulubiona lemoniada - o każdej porze roku. dziś na obrazkach Chwila, latem był Moment.
chwila moment
świętojańska 30, gdynia

poniedziałek, 16 listopada 2015

co robić, gdy blogowanie zaczyna uwierać?

co zrobić, gdy blogowanie zaczyna być przykrym obowiązkiem, codziennym wyścigiem z pięknymi zdjęciami, z ładnymi słowami, z bardziej wyrośniętymi ciastami i piękniejszymi plackami z jabłkami? odpuścić. dać sobie czas. miesiąc, dwa, pół roku. przestać się ścigać. nie bywać. nie pisać (na siłę), prawie nie gotować, odłożyć w kąt aparat. powiedzieć sobie, ale tak naprawdę to skłamać, że się nie potrafi, że się do tego nie nadaje, że inni są lepsi, fajniejsi, robią piękniejsze zdjęcia i gotują lepszą pomidorową. a później zatęsknić. za tymi niedoskonałymi zdjęciami, za rozsypanymi po klawiaturze słowami, za tą najbardziej idiotyczną blogową nazwą (wierzcie mi, że gdy prawie 7 lat temu zakładałam blog nie zastanawiałam się ani przez sekundę czy ugotujmy będzie ładnie wyglądało na wizytówkach, nagłówkach i innych ówkach. wtedy to się zupełnie nie liczyło). bez nadmiernego  paplania i wyliczania ile i dlaczego mnie nie było  - zastosowałam swoją prywatną terapię. odpuściłam, zatęskniłam i wracam. głównie dlatego, że wciąż nie mniej lubię jeść, trochę bardziej wiem, że nie potrafię gotować. ale najbardziej to wracam, bo jest Ktoś kto daje mi kopa i nie pozwala odpuszczać, a jeśli nawet - to tylko na chwilę.

sobota, 1 sierpnia 2015

lipiec w obrazku


owoce jedzone garściami. słodkie, kwaśne, oblepiające sokiem ręce. słodkie śniadania, lody na obiad i na deser. lato, z tymi wszystkimi swoimi przywilejami, nocnymi spacerami, kubkami zimnej herbaty przed snem. do lubienia.
jeszcze więcej obrazków jest na instagramie: @asiakarpowicz

niedziela, 26 lipca 2015

chwila moment, my tu jemy!

takie historie jak ta się zdarzają, tak po prostu. i dają mnóstwo wiary w to, że magia jednak istnieje. bez spektakularnych fajerwerków, ale z kieszeniami wypchanymi dobrymi emocjami, z pudełkami ciastek (fruwającymi dzięki poczcie polskiej między Trójmiastem a Krakowem) i słów schowanych w kolorowych kopertach.
ta magia ma na imię Asia i bardzo dużo się uśmiecha. czyta książki w nadmiarze i piecze najlepsze ciasteczka na świecie. a ja pisząc do niej po raz pierwszy nigdy bym nie pomyślała, że pięć lat później będziemy razem siedziały w samym środku Gdyni jedząc śniadanie i zastanawiając się jak to jest, że kolejny raz myślimy tak samo i podobne rzeczy nas cieszą, irytują i złoszczą.
Jej pisanie wychodzi zdecydowanie lepiej - book me a cookie
gdyńska Chwila Moment to idealne leniwe śniadanie. z deszczem dudniącym za szybą na zmianę z rażącym słońcem. podzieliłyśmy się na opcję słodkie i opcję słone, choć obie zgodnie uznałyśmy, że słodkie śniadania są naszymi absolutnie ulubionymi. była więc brioszka w jajku, z owocami i syropem klonowym i szakszuka z jajkami, cukinią, cieciorką, koprem włoskim i pomidorami. i było pysznie i razem.

poniedziałek, 25 maja 2015

od miodu lepkie

majowy dzień. utopiony w słońcu, zagryzany truskawkami moczonymi w miodzie. prosto z ula. z kwaśnym rabarbarowym plackiem i śmietankowym torem na dokładkę (w rodzinie okazja potrójna - imieniny, urodziny, dzień mamy) - poziom cukru niebezpiecznie wysoki, więc dla równowagi gorzka kawa bez ziarenka cukru. lubię maj z całym tym pakietem zielonej trawy, dobrych słów na dobranoc, z dniami odliczanymi ilością zjedzonych kulek lodów z ulubionej cukierni. lubię maj na wsi, rozrywanie listków świeżej mięty, chrupanie rzodkiewki i lubię maj w mieście - codzienne negocjacje ze słońcem o kilka piegów na nosie, spacery bulwarem i te nadmorskie, które przenigdy mi się nie znudzą. w ogóle ostatnio dużo jest do lubienia, a smutki potrafią rozpuszczać się w kubku z herbatą - kiedyś nie wierzyłam w te brednie.
Tata.
mój Tata na emeryturze zrobił super rzecz - zbudował najładniejszą pasiekę na świecie. z ulami w kolorze landrynek (teraz już farba nieco przyblakła od słońca, ale kto by się przejmował). raz jeden wkładałam z Nim skrzynkę z rojem pszczół do ula. zgrywałam odważniaka, a po wszystkim uciekałam czym prędzej :) taki to ze mnie tchórz. wczoraj też ubrałam kapelusz i podeszłam na odległość głośnego bzyczenia i kolejny raz przekonałam się, że zdecydowanie bardziej wolę bezpieczną odległość i odsklepianie i wirowanie napakowanych miodem ramek. taka duma być Córką Pszczelarza!
prawdziwy miód bierze się z kręcenia!
siostra.

sobota, 25 kwietnia 2015

burgery i Śródmieście w mieście Gdynia

wiosna wiąże się z wieloma dobrymi rzeczami. i nie mam na myśli wyłącznie nowalijkowej rzodkiewki, kwietniowej rzeżuchy i pierwszych badyli kwaśnego rabarbaru, które wylądują w słodkim cieście. wiosna to trampki, rozczochrane wiatrem włosy, okrutnie przyjemne słońce, które w najbardziej nawet leniwy dzień wyciągnie na nadmorski spacer. wiosna to przesiadywanie w kawiarnianych ogródkach, choć przyznajmy szczerze - przez pierwsze 10 minut jest świetnie, a później tupie się nóżką z chłodu. i zamawia kubek kawy albo parującej herbaty na rozgrzanie. ale i tak jest przyjemnie. i można zjeść pyszne burgery z widokiem na miasto.
muszę się przyznać - nie wiem kiedy dokładnie się to stało, ale Gdynia skradła moje serce. trochę mi wstyd, bo zawsze to Gdańsk był nr 1, a teraz nie potrafiłabym wybrać. lubię oba! i chyba mi wolno:))
dużo dobrego słyszałam o Śródmieściu zanim sama znalazłam chwilę, by odwiedzić niewielki lokal na ul. Mściwoja. wystrój jest bardzo na plus, a wszystkie projekty graficzne (karta, facebook) są bardzo spójne i minimalistyczne, czyli tak jak lubię. i co najważniejsze - pyszne koktajle i lemoniady i oczywiście burgery. ten mój w wersji bezmięsnej - z łososiem, pikantną salsą z pomidorów koktajlowych i awokado, roszponką i sosem jogurtowym z limonką. (i oczywiście z frytkami, bo do ziemniaków mam słabość, niestety). dobre to było, wiosenne i podane w formie tak prostej i tak ładnej, że nic tylko wracać po kolejną blaszkę.

środa, 15 kwietnia 2015

jedno wiosenne popołudnie, szpinak, pomarańcze i jagody z kokosowym mlekiem

jeden nadprogramowy wolny dzień w środku tygodnia. jeden dzień wypełniony po brzegi słońcem, nadmorskim spacerem, pysznym jedzeniem, paplaniną pt. 'wszystko i nic'. lubię te wiosenne początki, sok ze świeżych pomarańczy, otwarte okna, widok na Gdynię z perspektywy nie mojego ósmego piętra, całe reklamówki uśmiechów i dobrych słów. i lubię, gdy Ktoś piecze dla mnie tartę ze szpinakiem i wie, że poproszę o dokładkę :-)
do szpinakowej tarty dołączył przepyszny koktajl z jagód i mleczka kokosowego. farbuje usta na fioletowo i znika ze szklanki szybciej niż szybko.
a po zjedzeniu i wypiciu tego wszystkiego to  już tylko spacer może nas uratować i nie ma gadania 'aleee jestem najedzona, nie chce mi się ruszyć'.

czwartek, 26 marca 2015

śniadanie słodkie albo słone

niedobór bezkarnie wolnych poranków uzupełniam czasem w środku tygodnia. celebrowanie weekendów pozostaje mi zwykle tylko w formie biegu na podmiejski pociąg i wykładów na uczelni albo na pracy, więc taki wolny czwartek to wielka przyjemność. wtedy nawet mój najnudniejszy  poranny zestaw: banan + kawa, mogę zamienić na prawdziwe śniadanie. i w takim momencie jedyne trudne decyzje to: na słodko czy na słono? wątpliwościom nie podlega za to KUKBUK, wybieram zawsze. szeleszczący papier, cała kraina smaków wertowana między jednym gryzem kanapki z rukolą, a kawałkiem suszonego mango z mojego musli. poranne zaczytanie zawsze mile widziane.
to jest moja pierwsza gdyńska wiosna. i jest tyle dobrych chwil do lubienia, że nawet łupiący w skroniach ból głowy nie jest w stanie ich przyćmić. dobrze mi tu, z tą moją prywatną mapą świata w ręku. i z obrazkiem morza w tle na każdym za długim spacerze, gdy marzną chowane w kieszeniach dłonie.

wtorek, 24 marca 2015

dlaczego czasem zjada mnie zazdrość

tyle obrazków ile zdążyłam złapać w jeden marcowy poranek. i tyle słońca ile zdołało wkraść się do mojego bladego pokoju między zasłonami. moje wirtualne przyjemności, które mogłabym pożerać na śniadanie obiad i na kolację. nie sposób zliczyć je wszystkie, więc wybrałam osiem, od których trudno mi oderwać wzrok. i mogłabym zamarzyć, by z ich właścicielkami wypić kiedyś kubek kawy z grubą warstwą mlecznej piany i zjeść ciastko obsypując okruszkami stół. albo jajko w koszulce w bardzo leniwy poranek.

MINTA EATS. Małgosia jest najprawdziwszą kulinarną czarodziejką. w kalendarzu chowam skrawki stron z gazet z jej przepisami, codziennie karmię się jej pięknymi obrazkami, które robi telefonem i które zawsze sprawiają, że się uśmiecham i jestem głodna. mam ochotę na każdą jej sałatkę, każde śniadanie i deser.

NAKARMIONA STARECKA. Basia pisze, recenzuje i oczywiście próbuje nie tylko jako redaktorka KUKBUKa, a jej artykuły czyta się jednym tchem i ma się ochotę na dużo dużo więcej. no w każdym razie ja mogłabym czytać bez końca. do tego ta jej kuchnia! marzenie. i Masala pojawiająca się co jakiś czas z perspektywy podłogi. lubię Panią nieprzyzwoicie mocno, Pani Starecka. i chciałabym odwiedzić chociaż połowę tych pysznych miejsc i żeby mi tak nie burczało w brzuchu z zazdrości.

DREAM ABOUT MUFFINS. moja Werka. obiecała, że kiedyś zrobi dla mnie śniadanie, a ja czekając na ten dzień nadziwić się nie mogę skąd w niej tyle pomysłów i tyle talentu. niemal każda tarta, każde ciasto i niejeden niesłodki obiad sprawiają, że mam ochotę zadzwonić i powiedzieć "jestem u Ciebie za 5 minut" i gdyby nie to, że musiałabym przejechać pół (a w zasadzie całą) Polskę, to byłabym. nieprzyzwoicie zdolna, mogłabym ją za to nienawidzić:))

EAT THIS BLOG. Magda ma w sobie mnóstwo uroku i to widać na jej minimalistycznych zdjęciach, analogowych, pastelowych - dla mnie pięknych. robiłyśmy kiedyś razem sajgonki i śmiechu było niemało. lubię tą jej biel, owocowe koktajle, krem speculoos i każde śniadanie na niedzielę. i uśmiech też lubię.

BURCZY MI W BRZUCHU. Tosia i Śliwka stworzyły duet idealny, obie przezdolne, uśmiechnięte, pieką nieziemskie chleby i są pełne pasji (czego im szczerze zazdroszczę). i wciąż zastanawiam się jak im się udaje nie zgubić swojej przyjaźni od dzieciństwa, ale może to wcale nie jest takie trudne! jestem tą szczęściarą, która spróbowała ich wypieków i jestem zdania, że to totalne mistrzostwo. ulubione.

JUST COOK AND CELEBRATE LIFE. kawomaniaczka! do tego trójmiejska - więc jak  jej nie lubić? mogłabym się tylko przyczepić, że pisze za rzadko i że jestem głodna większej ilości tych ładnych obrazków, ale biorę to co jest bez marudzenia.

WANILIOWA CHMURKA. u Olgi jestem od samego początku, a to już kilka ładnych lat bujania w waniliowych obłokach. mam nadzieję, że któregoś razu, gdy przyfrunie do Trójmiasta, to da się zabrać na kawę. i ciastko. może nie tak pyszne jak sama piecze, ale słodkie i z dużą porcją radości.

TOLALA. na koniec perełka. moje odkrycie zeszłego roku. czekam na każdy zamglony obrazek i każde zgubione słowo, na każdą filiżankę kawy i okładkę książki. tam jest jakaś magia! są podróże, jest jedzenie, lifestyle, wszystko co inspiruje i wszystko co jest niezwykłą codziennością. a ja oderwać się nie mogę.