sobota, 22 września 2012

najprostsza drożdżówka ever. i piasek w butach.

 
na plaży się dużo marzy. można też trochę czytać - na przykład tą samą książkę setny raz, bo ulubiona. zapisywać w pamięci fragmenty. też można. 'senne miasteczko i różowa sukienka. to wszystko. moje życie byłoby jak kradziona ukradkiem czekolada'. można marznąć w dzień i nocą, by po powrocie do domu przed 3 wysypywać piasek z każdej kieszeni i z butów. a gdy się mruży oczy patrząc na wrześniowe wczesnojesienne słońce - to to jest szczęśliwość. gdy się nocą gapi w fontannę i ma się Przyjaciół obok i niezliczoną ilość słów - to to jest jeszcze więcej szczęśliwości. tęskniłam.
 
drożdżówka. lubię jej zapach, gdy się piecze i później, gdy kusi z kuchennego blatu. cała wielka blacha upieczona przez mamę. można skubać kawałek snując plany i pisząc listę rzeczy do zrobienia, do zabrania, do pamiętania.

najprostsza drożdżówka

6 łyżek oleju, 60-70dkg mąki, 3 jajka, 6 łyżek cukru, 1 cukier waniliowy, 8dkg drożdży, 1 szklanka mleka, szczypta soli, ewentualnie kruszonka z masła, cukru i odrobiny mąki

w dużej misce wymieszać jajka z cukrem i cukrem waniliowy, odrobiną soli, ciepłym mlekiem oraz świeżymi drożdżami. następnie dodać olej oraz mąkę, wymieszać dobrze (dłońmi lub drewnianą łyżką). ciasto włożyć do foremki 25x36. (można posypać kruszonką lub grubym cukrem). odstawić do wyrośnięcia na 30 minut. piec 45 minut w 180st. /inspiracja: tu
ciepło - zimno

wtorek, 18 września 2012

to może przyjdziesz do mnie na cukierki?

 
w domu pachnie płynem do mycia szyb i praniem wiszącym na suszarce. skręciłam stolik, powiesiłam firany, ustawiłam kubki w kuchni, umyłam podłogi (nie lubię), rozpakowałam kartony, schowałam cukierki do pudełka.

poranki bardziej niż do lubienia. tylko ja, najgłośniejsze dźwięki w słuchawkach (przewijam smutne piosenki i lubię jak mi Lykke Li śpiewa), maliny wyjadane z kubka na plaży, morze (zapomniałam sprawdzić czy woda w Bałtyku zimna, wrócę tam jutro). witaj moja nowa codzienności.

są momenty, które chce się pamiętać jakoś bardziej. są również takie, gdy wydaje się, że to co przed nami jest nowe, nieznane, może trochę intrygujące. nie oddzielam grubym czarnym markerem tego co było, ale jednocześnie cieszę się na to co będzie. niech mnie zaskakuje, niech mnie cieszy, niech nie zostawia chwili na smutek i łzy. najważniejsi i tak są ludzie. bliżej lub dalej.

środa, 12 września 2012

brownie z marzeniami yyyyy.. z malinami

wyciągam walizkę spod łóżka. miało być bez patetycznego kiczu. przecież trzeba jeszcze przynieść kartony z piwnicy i spakować mnóstwo rzeczy. ale chyba się nie da, bo gdzieś między lewą nerką, a prawą komorą serca zaplącze się jakaś emocja. najpierw czegoś bardzo chcę, a w ostatniej chwili panikuję i mam ochotę uciec, schować się i udawać, że mnie nie ma. robię się nostalgiczna, ohyda. lubię jak stukają obcasy, lubię myśleć, że jeszcze wiele rzeczy mnie zaskoczy, nie móc spać z nadmiaru emocji, piec dla kogoś czekoladowe ciasto. bardzo. lubię też jeść maliny na śniadanie wybierając z pudełka najładniejsze. lubię jak się dobrze dzieje, teraz jest chyba dobrze.

szalenie czekoladowe
brownie z malinami

200g ciemnej czekolady, 100g mlecznej czekolady, 140g mąki (dodałam żytnią pełnoziarnistą, ale może być zwykła pszenna), 250g masła, 250g brązowego cukru, 4 jajka, 50g kakao, 200g malin

piekarnik nagrzewamy do 180 st. C, blachę o wymiarach ok. 20 na 30 cm wykładamy papierem do pieczenia. masło, połamane na kawałki czekolady i cukier wkładamy do rondelka i rozpuszczamy co jakiś czas mieszając, po rozpuszczeniu ściągamy z ognia, do masy dodajemy po jednym jajku delikatnie miksując całość. mąkę przesiewamy i razem z kakao dodajemy do masy, następnie wrzucamy połowę malin i delikatnie mieszamy masę przelewamy do formy i na wierzch układamy pozostałe maliny. pieczemy przez 35 min. /receptura z miesięcznika BBC Good Food, ja cytuję za muffinkarnią

niedziela, 9 września 2012

koniec tygodnia, ale z niespodzianką +edit

końcówka niedzieli to pora, by móc Wam podarować jakiś prezent. najlepiej taki, który można sobie wybrać samemu z kolorowego katalogu. 2 kubki, lampka, kolorowy koc, kieliszki do wina, poduchy, pachnące świeczki, pościel, duży arkusz materiału? a może wszystko razem? wystarczy tylko zaparzyć ulubioną herbatę, usiąść w miękkim fotelu i zgubić się na chwilę we własnej wyobraźni. a później opowiedzieć mi o kolorach, o fakturach, o tekstyliach.


nagroda: bon na 100 zł do realizacji w IKEA + katalog + torba IKEA
czas trwania: 9 - 15 wrzesień


pytanie konkursowe, na które odpowiedź należy umieścić w komentarzu: wyobraź sobie, że otrzymujesz pokój, w którym są tylko same meble (np. regał, sofa, fotel,, łóżko, szafa, stolik, itp.) oraz oświetlenie, ale w ogóle nie ma w nim tekstyliów. Jakimi tekstyliami IKEA go urządzisz, by czuć się w nim dobrze? /inspiracja: obrazkowa

będę czekać na Wasze słowa - te dotyczące konkursu i nie tylko. a w międzyczasie podzielę się recepturą na najpyszniejsze brownie upieczone z 300g czekolady, z malinami. i jeszcze o czymś opowiem. tylko jeszcze nie wiem o czym. to może o malinach? :-)

edit: można się rozmarzyć wśród tych wszystkich kolorów, o których napisaliście. wśród poduch, miękkich pledów i pościeli. dziękuję Wam bardzo za udział i nie przedłużając... zwycięzcą zostaje MUFFINKA. myślę o jej miętowym regale i łóżku z baldachimem, którym towarzyszy puchaty dywan i kwiecista pościel. biel to minimalizm. mi się podoba. poproszę o adres, by kupon IKEA mógł do Ciebie prędko dotrzeć (ślij na: dobranocki@gmail.com)

piątek, 7 września 2012

owsianka. i skąd się wzięła figa z makiem?

w dzisiejszym poranku lubię chłodne powietrze zaplątane między kosmykami włosów, albo między dłońmi chowanymi w kieszeniach szarej bluzy. mniej mogę lubić kolejkę do warzywniaka, ale wszystko i tak wynagradza zapach świeżego chleba z ulubionej piekarni. i myśl o tym, że za chwilę wrócę do domu i zjem ciepłą owsiankę z figą i suszonymi truskawkami. schyłek lata to spacery po starówce, do biblioteki, do banku, do księgarni, do apteki albo papierniczego sklepu. to zbyt mała ilość momentów zapisanych na karcie pamięci w moim aparacie. pudełko pachnącej zielonej herbaty (już staram się pamiętać, że zaparzacz trzeba wyjąc po 2 - 3 minutach, bo inaczej będzie gorzka i niedobra), tabletki przeciwbólowe, na paznokciach "think pink" o numerze 63. czasem wieczory, gdy można zasznurować buty i biec gdzie się chce. zmrużone słońce.

może o owsiankach powiedziano już wszystko. i w każdym kolorze. z cukrem, z miodem, z owocami, na słodko, na słono. w miskach w kropki, w paski, w fikuśne wzorki, w jednokolorowych, na białych lub fioletowych talerzach, zapiekane, gotowane, na ciepło lub zimno. z lodówki albo z garnka. czasem grzeję mleko w mikrofalówce i tylko dorzucam błyskawicznych płatków, by za chwilę brzęczeć kluczem w drzwiach i biec gdzieś dalej. najbardziej lubię na mleku, takie gęste i paćkowate ;-) ciepłe. bez cukru, za to czasem z owocami. zimą z bananem, latem wrzucam maliny. jesienią wyjmuję z zamrażarki trochę borówek. poranek jest dobry na owsiankę.

wtorek, 4 września 2012

lato jest ok. czekolada i owoce też.

poplątane obrazki. tkam pajęczynę z moich wspomnień. ze słońca na bladych ramionach, poziomek, borówek, malin i kwaśnych cytryn malujących na buzi ten charakterystyczny grymas. chciałabym opowiedzieć ci o tym dlaczego czasem tak mocno się boję, dlaczego lubię zasypiać przy otwartym oknie i budzić się przed 8. o trzech smutnych wiśniach i o spacerach po gdańskiej starówce. a najbardziej to chciałabym znów pójść na taki spacer i zabrać cię ze sobą. wrzesień ma trzydzieści dni, jest dużo czasu.

dziś międzynarodowy dzień czekolady! to i mega czekoladowe ciastka:

korova cookies 
 
1 i 1/4 szklanki mąki, 1/3 szklanki kakao (ciemne, deserowe), 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej, 170 g masła w temperaturze pokojowej, 2/3 szklanki brązowego cukru (szklanka 250ml), 0,5 łyżeczki soli morskiej, 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, 140 g ciemnej czekolady pokrojonej na kawałki

Mąkę przesiać, dodać kakao i sodę, wymieszać. Masło zmiksować z cukrem, solą i ekstraktem waniliowym. Dodać mąkę i miksować, krótko, tylko do momentu by mąka się połączyła z resztą. Wsypać czekoladę, połączyć z masą. Z masy zrobić wałek o średnicy ok 2,5cm i włożyć do lodówki (najlepiej trzymać je tam ok. 2 godzin), ja natomiast trzymałam póki piekarnik mi się nie nagrzał. Ciastka pokroić na plasterki o ok. 1 -1,5 cm grubości. Położyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w 160°C przez ok. 12 minut. /według receptury Herme

sałatkowe odkrycie: słodki melon, awokado i zielona sałata. koniczyny na wianek pełen lata pleciony  siedząc na huśtawce i pasieka pełna miodu.

sałata z melonem i awokado

1 melon kantalupa (zielony z pomarańczowym wnętrzem), 1 główka sałaty lodowej, 1 awokado
sos: mały kubek jogurtu naturalnego + starty drobno 1 ząbek czosnku i ulubione zioła

umytą sałatę rwiemy lub kroimy w niewielkie kawałki. obrany melon i awokado kroimy również. z ziół i zmiażdżonego czosnku zmieszanego z jogurtem naturalnym przygotowujemy sos i dodajemy do reszty składników. /receptura od Agaty

środa, 29 sierpnia 2012

słodkie maliny i wstrętne niezdecydowanie

 
pył i zakurzone emocje, o których się nie pamięta (chociaż może by się chciało), poupychane w pudełka albo papierowe reklamówki. chodniki pokryte grubą warstwą szarości - co krok. słodki smak malin. czekanie i tupanie nóżką ze zniecierpliwienia. tak od miesiąca, może trochę dłużej. czekanie warte wszystkiego, z poniewierającym bólem głowy, to chyba ono. upiecz ciastka albo zrób mi koktajl z malin. najlepiej jeszcze dziś. i uśmiechnij się. 

ciasteczka owsiane
ze słonecznikiem i malinami

1,5 szkl. mąki pełnoziarnistej, 1 szkl. płatków owsianych, 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia,  1/3 łyżeczki sody, 2 jajka, 1/2 szkl. brązowego cukru, 1 łyżeczka cukru waniliowego, 1 szkl. pestek słonecznika, 1/3 szkl. wiórków kokosowych, garść rodzynek, garść malin, ok. 120 g masła 
ewentualnie: cynamon, kawałki czekolady, kandyzowana skórka pomarańczowa 

mąkę zmieszać z płatkami owsianymi, brązowym cukrem i cukrem waniliowym, sodą oraz proszkiem do pieczenia. wrzucić bakalie. miękkie masło utrzeć mikserem, dodać jajka, następnie stopniowo dodawać mąkę. gotowe ciasto schłodzić około 20 minut (początkowo będzie bardzo miękkie). piekarnik nagrzać do 180 stopni, z ciasta formować w dłoniach niewielkie kulki, spłaszczać i układać na blasze wyłożonej papierem. piec do zarumienienia około 15 - 20 minut.

piątek, 17 sierpnia 2012

fika & kanelbullar

 
minimalizm. taki skandynawski. turkus, odrobina pastelowego różu. szczypta prostoty oprószonej cynamonem. 'kładź nogi na stół i delektuj się kawą', brzmi przyjemnie? nie warto unosić brwi i mówić: to niegrzeczne. przecież każdy z nas, choćby w dzieciństwie i choćby raz - położył nogi na stole, nawet jeśli spotkał go później karcący wzrok rodzica. nie uwierzę, że i w dorosłym życiu się to nie zdarza!;-) ze szwedzkich słówek prawie nic już nie pamiętam , choć przez 9 miesięcy spacerowałam po jesiennym, zimowym i wiosennym Sopocie, aby na lektoracie zapamiętywać nowe dialogi, pisać kartkówki. może za często chodziłam na wagary nad morze.. a dziś - zdecydowanie jest coś do lubienia w cynamonowych bułkach upieczonych przez siostrę. tak pięknie pachną!
   
kanelbullar
czyli drożdżowe bułeczki cynamonowe

ciasto: 42 g  świeżych drożdży;  1/2 litra mleka; 150-200g niesolonego masła o pokojowej temperaturze; 120 g cukru; 1 malutka łyżeczka soli; 1-2 łyżeczki mielonego kardamonu; 850 g pszennej mąki
nadzienie: 200-300 g masła, 150 g cukru, 4-6 łyżek cynamonu,  
do posmarowania: 1 jajo, perłowy cukier  

Podgrzewamy lekko mleko. W misce przygotowujemy rozczyn z ciepłego mleka, drożdży i cukru. Mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Do naczynia, w jakim będziemy wyrabiać ciasto wsypujemy mąkę, wrzucamy masło i dodajemy szczyptę kardamonu. Po zagnieceniu wlewamy rozczyn z mleka i drożdży. Ze wszystkich składników wyrabiamy ciasto tak długo, aż będzie elastyczne i nieklejące,  przykrywamy je  ręcznikiem  kuchennym i zostawiamy na godzinę do wyrośnięcia. Po wyrośnięciu delikatnie je jeszcze wyrabiamy i dzielimy na dwie równe części. W międzyczasie mieszamy nadzienie. Rozdrabniamy cynamon w moździerzu lub dodajemy cynamon sproszkowany, cukier i wlewamy roztopione masło. Jeśli składniki nie chcą się dobrze połączyć, można je lekko razem podgrzać, cały czas mieszając, aż do uzyskania cynamonowej masy. Na posypanej mąką stolnicy rozwałkowujemy każdy kawałek ciasta, który następnie smarujemy nadzieniem. Całość zwijamy w rulon. Każdy z rulonów dzielimy na paski o grubości mniej więcej 2 cm. Pocięte „ślimaki” układamy w bezpiecznej odległości od siebie tak, by się nie sklejały i odstawiamy na pół godziny do wyrośnięcia. Przed włożeniem do piekarnika smarujemy bułki rozbełtanym jajkiem i posypujemy perłowym cukrem. Pieczemy około 10 minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 250 stopni. 
/żródło przepisu wraz ze świetną instrukcją obrazkową -> klik
* fika to taki fajny szwedzki zwyczaj, coś w stylu przerwa na kawę, a z kawą coś dobrego.. 'Podczas fiki do kawy serwowane są głównie słodkości, czasem kanapki lub inne przekąski. Najpopularniejszym dodatkiem są bułeczki cynamonowe.' /źródło

sobota, 11 sierpnia 2012

co ma wspólnego bazylia z jagodami?

gdzieś pomiędzy nocą, a początkiem nowego dnia. wdech i wydech, słychać tylko deszcz albo mruczący cicho komputer. a później chowasz się pod kołdrę i wszystko na chwilę znika. dobranoc. i dzień dobry i życzenie pięknego dnia, które sprawia, że wypijając pierwszy tego dnia kubek kawy - kąciki twoich ust unoszą się lekko ku górze - to szalenie dobry znak! pięknej soboty!
pesto z migdałami
/inspiracji na pesto szukałam u Liski, ale brakło mi potrzebnych składników, więc tylko sobie popatrzyłam na zdjęcia i uznałam, że gdy zrobię po swojemu to też się uda. tutaj oryginalne: white plate
 
bazylia, oliwa z oliwek, szczypta soli, płatki migdałów
(pewnie powinien być jeszcze czosnek, ale o nim zapomniałam)

odrywam liście bazylii od łodyg i wrzucam do blendera, dodaję szczyptę soli, kapkę oliwy i garść płatków migdałów (tak wiem, nie zapisałam proporcji, ale tutaj raczej nie ma różnicy czy migdałów będzie o 3 więcej czy mniej). blenduję wszystko i gotowe. można zamknąć w słoiczku i schować na kilka dni do lodówki, albo zjeść od razu - znika szybko, a z jednej doniczki bazylii nie wychodzi go wiele.
muffinki miodowo - krówkowe z jagodami
/receptura również z white plate

90 g masła, 3 łyżki miodu, 100 g krówek, 2 łyżki płatków owsianych, 150 g mąki pszennej (dodałam pełnoziarnistą), 100 g mąki orkiszowej (dodałam kukurydzianą), 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia, 2 jajka, 200 g śmietany 18% (zastąpiłam jogurtem naturalnym), 3 łyżki dżemu jagodowego

Piekarnik nagrzać do 180 st C. Formę do mufinek wyłożyć papierowymi papilotkami. Masło, miód i krówki umieścić w garnuszku i podgrzać do czasu, aż wszystkie składniki się połączą.  W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, płatki owsiane, cukier puder. Jajka roztrzepać widelcem, połączyć ze śmietaną. Do miski z suchymi składnikami wlać śmietanę z jajkami, następnie składniki z garnuszka. Wymieszać łyżką. Masę wlewać do dołków w formie do 1/3 wysokości. Do każdego dołka włożyć 1/2 łyżeczki dżemu jagodowego, na wierzch położyć resztę masy. Wstawić do piekarnika i piec ok. 20 minut. Wierzch powinien być rumiany, a w środku miękkie. Mogą się piec nawet 30 minut.
/świeża bazylia pysznie smakuje na kanapce z twarożkiem i pomidorem, ale jeszcze pyszniejsze są kanapki z ciemnego chleba (na obrazku pumpernikiel) posmarowane pesto + mozzarella + pomidor. albo pesto w obiadowej sałatce z kurczakiem, fasolką szparagową, pomidorem, ogórkiem, cukinią albo innymi warzywami. niektórzy mówią, że super pasuje do makaronu - spróbuję kiedyś.

piątek, 3 sierpnia 2012

krem czekoladowy, ciastka i trochę cytryny

na ulicy pachnie jagodziankami. miasto jeszcze trochę śpi i tylko kilka osób rozkłada swoje stragany na gdańskim dominikańskim jarmarku. borówki po 16zł za kilogram, słoiki miodu, broszki, bursztyny, filiżanki, mnóstwo staroci wśród, których chowają się różne skarby. a gdzie indziej lepki lukier twoich myśli i niewypowiedzianych słów. przygryzione wargi, zmrużone oczy, włosy związane w kucyk, promyki słońca zaplątane na twoim lewym policzku. kwaśne cytryny i słodka czekolada schowana w kruchym ciastku. dzisiaj zjadam dojrzałe papierówki, trochę czytam i trochę czekam na deszcz.

latem też lubię herbatę. czerwoną, czasem z cytryną, bez cukru. albo lemoniadę z cytryn.

maślane kruche ciastka
z kremem czekoladowym

180 g zimnego masła, 200 g cukru pudru, 350 g mąki pszennej, 1 duże jajko, 1 żółtko, 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub nasionka z 1 laski wanilii, szczypta soli, + krem czekoladowy/dżem
Wszystkie składniki wrzucić do malaksera i zmiksować, aż ciasto będzie tworzyło gładką kulę. Można również wszystkie składniki umieścić w misie, posiekać szybko nożem, krótko wyrobić, do połączenia. Ciasto owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut. Po schłodzeniu, odrywać kawałki ciasta i wałkować na grubość około 3 mm, podsypując delikatnie mąką. Wykrawać okrągłe kształty. Układać na papierze do pieczenia, zachowując nieduże odstępy. Piec w temperaturze 180ºC przez około 12 minut, do lekkiego zezłocenia. Ostudzone ciasteczka przełożyć czekoladowym kremem albo dżemem, można też zjadać beż żadnych dodatków - są pysznie maślane! 

środa, 25 lipca 2012

100g czekolady, 3 łyżki kakao i stary rower

 
nic nadzwyczajnego. pakuję babeczki do papierowej torebki. rowerowa samotność, pola zboża i puchate chmury nad głową - to wszystko ma w sobie coś kojącego. albo siedzę w trawie, by po dłuższej chwili zorientować się, że moja prawa stopa leży w mrowisku... dobrze jest mieć wakacje. duża porcja beztroski i nicnierobienia. a receptura na czekoladowy uśmiech poniżej.

babeczki bardzo czekoladowe 

suche: 250g mąki pełnoziarnistej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 łyżeczka cukru waniliowego, szczypta sody, 3/4 szklanki cukru, 3 czubate łyżki kakao 
+100g ciemnej czekolady (70% kakao) 
mokre: 1 jajko, 250ml mleka, 90ml oleju 
opcjonalnie: pokruszone ziarno kakaowca lub kilka owoców

piekarnik nastawiamy do nagrzania na 180 stopni. w dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, cukrem waniliowym i zwykłym, sodą oraz kakao. dodajemy także połamaną na drobne kawałki tabliczkę ciemnej czekolady. w w osobnej misce łączymy jajko z mlekiem i olejem, a następnie przelewamy do suchych składników. mieszamy łyżką niezbyt dokładnie, jedynie by składniki się połączyły. przekładamy do blaszki na muffinki wyłożone papierkami i po wierzchu posypujemy ziarnami kakaowca (nie jest to konieczne jeśli ich nie mamy) lub ewentualnie owocami. wkładamy do piekarnika na 20 minut. po wyjęciu i ostudzeniu można już zjadać albo zapakować na piknik (jak to my  uczyniliśmy!) 
   
o babeczkach z czekoladą pisałam też tutaj: elbląg24 
 

poniedziałek, 16 lipca 2012

a co dziś na śniadanie?

zaspany pierwszy łyk kawy. myśl o śniadaniu, które można jeść bez pośpiechu. radio w tle, wiadomości, dźwięki, słowa. zerkam na zegarek - jest strasznie wcześnie. ciekawe czy dziś westchnę sobie po cichu "nie lubię poniedziałków". a może by tak zaczarować ten jeden z siedmiu kawałków tygodnia i zacząć od czegoś dobrego na dzień dobry? pełnoziarnisty naleśnik z twarożkiem i miodem? kromka chleba z masłem orzechowym i owocami? a może miska jagód z naturalnym jogurtem i szczyptą brązowego cukru? dziś zjem ciepłą owsiankę ze świeżymi morelami w kolorze oranżady. bo to ostatnio moje najulubieńsze śniadanie!

kromka pszennego chleba, masło orzechowe crunch, maliny i porzeczki:
miseczka jagód, później polane jogurtem i posypane szczyptą brązowego cukru lub garścią musli:
naleśnik z pełnoziarnistej mąki, jajka, mleka, posmarowany twarożkiem i polany domowym miodem:

A JAKIE SĄ WASZE ULUBIONE ŚNIADANIOWE PORANKI? (-:

poniedziałek, 9 lipca 2012

owocowe mocno zmrrrrrożone!

owoce niczym pomalowane akwarelową farbką. albo plakatówką? niektóre brudzą palce, zostawiają jagodowy fiolet na języku albo są tak dojrzałe, że sok cieknie po brodzie. i to jest ich wielki urok. taka słodycz, która już nie potrzebuje dodatków. może tylko uśmiech i kogoś kogo można złapać za rękę, napakować owoców do kieszeni i iść na długi spacer do lasu.
 
lody melonowo kokosowe 

1 puszka mleczka kokosowego (425g)
melon miodowy o żółtej skórce (użyłam 1,5 dużego owocu, około 2kg)
2 łyżki brązowego cukru

melona pokroiłam w kostkę i zblendowałam wrzucając partiami do miski. dodałam niewielką ilość cukru, która w zasadzie zależy od naszych upodobań oraz puszkę mleka kokosowego. całość zmiksowałam i przelałam do pudełek (takich pojedynczych jak na zdjęciu, ale i większych plastikowych) i schowałam do zamrażarki. warto co kilka godzin lody przemieszać, żeby powstało jak najmniej kryształków wody. gotowe są po kilku godzinach.